Niedziela Radości, już trzecia świeca płonie, już bliżej niż dalej.
W ostatni piątek, w kościele MB Bożej Królowej Polski w Mościcach w Tarnowie, było spotkanie z panem Szymonem Hołownią. Tak, z TYM Hołownią. To spotkanie przyczyniło się do pewnej refleksji, ale zanim ją podejmę muszę nakreślić szerszy kontekst.
Moja opinia o panu Szymonie nie była za dobra. Jak książki rzeczywiście nie bez powodu są bestsellerami, tak czytając jego felietony w „Newsweeku” (a obecnie „Wprost”), miałem nieodparte wrażenie, że ten facet jest jakiś blady w tej swojej wierze.
Tu Pan Jezus, miło, nawrócenie, pięknie, dążenie do doskonałości, ładnie, Kościół powszechny, wszyscy razem wspólnie, katolicyzm itd... A z drugiej strony jeździł jak po łysej kobyle m.in. po moim współbracie, którego imię jest na ustach każdego, gdy połączy się słowa radio i Maryja; oraz nie specjalnie okazywał sympatię ludziom z bardziej radykalnej opcji, jakakolwiek to opcja by była. Na dodatek kumpluje się z takimi „typami” jak K. Wojewódzki, M. Prokop i innymi, którzy są zadeklarowanymi ateistami i ogólnie nie lubią Kościoła. Pracuje w instytucjach medialnych, w charakterze Daniela w jaskini lwów (TVN, Wprost, a wcześniej nieszczęsny Newsweek). I nie dość, że promuje swoją osobą te „lewackie” media, to jeszcze za katolika się podaje.*
Porównać to można do farby akwarelowej. Są różne rodzaje farb, które kryją lepiej lub gorzej, które mają ostrzejsze kolory lub niekoniecznie. Akwarelka jest najłagodniejsza ze wszystkich, jest najsłabsza jeśli chodzi o krycie, jest mdła jeśli chodzi o intensywność barw i owszem jakiś kolor ma ale ogólnie jest bez wyrazu i szybko ją można zmyć wodą. Nie to co gruba warstwa olejnej farby Tomasza P. Terlikowskiego, czy (chcąc osiągnąć skrajność z drugiej strony) trwałego pigmentu Wojciecha Cejrowskiego.
Pan Szymon wciąż wydaje się być orędownikiem katolicyzmu w wersji light, że w istocie jest jednak jest taką akwarelką w palecie farb Kościoła. Uświadomiłem sobie jednak, że i akwarelką da się malować. BA akwarelka jest wręcz konieczna do malowania! Aby namalować piękny obraz nie można chlapać na płótno tylko krzykliwą i radykalną farbę olejną, czy w ogóle rzucać pigmentem jak granatem. Potrzeba też łagodnych pociągnięć pędzla, potrzeba różnorodności barw, potrzeba także tej akwarelki. Bez niej „Obraz Kościoła” byłby uboższy.
Nie wszyscy muszą być radykałami i mega-gorliwymi katolikami. Owszem Chrystus ostrzega nas w Apokalipsie, aby nie być letnim tylko gorącym lub zimnym, lecz gdy ktoś z zimnego przechodzi na gorący, będzie musiał być letni (chodzi o to by w tej „letności” nie zatrzymywać się, bo może się niekoniecznie dobrze skończyć). Kostki lodu zanim wyparują, muszą stopnieć. Chodzi o to, by nie pozostawać w miejscu, ale nie ma co się pieklić, że ktoś jest innym etapie gorliwości w przeżywanej wierze.
I to jest właśnie ta moja refleksja na dziś. Do św. Jana przychodzili zarówno faryzeusze jak i celnicy a także zwykli prości ludzie. Prorok miał dla każdego odpowiedź. I choć pytanie brzmiało niemal tak samo za każdym razem - „cóż mamy teraz czynić?”, to Jan udzielał wskazówek na miarę możliwości osoby pytającej.
Na samiuśki koniec jeszcze dwa zdania: Nie mam już pretensji do pana Hołowni, że tak późno odszedł z Newsweeka. Dziękuję, że odpowiedział na moje pytanie. Liczę, że jeszcze się z nim kiedyś spotkam. Któż to wie? Może wspólnie wypijemy kiedyś herbatę?…
***
P.S. Od przyszłego roku zmieniam adres, Portal deon. pl (TEN deon.pl :P) zaproponował abym pisał bloga pod ich szyldem. Moi przełożeni nie mają nic przeciwko, a dla mnie osobiście to zaszczyt, więc się zgodziłem.
___________________________________
* Co by nie było niedomówień: to była ironia i hiperbola- nie brać tego literalnie i dosłownie.